piątek, 11 maja 2012

Recenzja: Cienie mineralne La Rosa

Witajcie,

nareszcie nadszedł czas, kiedy mogę dla Was zrecenzować sypkie cienie mineralne marki La Rosa. Jak pamiętacie, do testów otrzymałam aż 6 wybranych przez siebie odcieni.




Opis ze strony sklepu Futurosa.net: Mineralne cienie do powiek – są niezwykle wydajne, zawierają czyste pigmenty mineralne, które wydobywają urodę oka oraz chronią i pielęgnują delikatną skórę powieki. Dzięki wysokiej zawartości dwutlenku tytanu bardzo intensywnie się wybarwiają, kolory są nasycone i trwałe. Z kolei tlenek żelaza działa jak optyczny reduktor zmarszczek. Można ich używać na wiele sposobów: - na sucho jako cień sypki; - na mokro jako cień mokry (bardzo intensywne wybarwienie); - jako pigment do bezbarwnego lakieru do paznokci; - z wazeliną kosmetyczną jako błyszczyk do ust; - można mieszać ze sobą różne kolory uzyskując nowe.

Jak już pewnie pisałam, w ofercie znajdują się trzy kolekcje cieni: Sun Palette, Earth Palette i najnowsza Moon Palette. W sumie 36 naturalnych odcieni, każdy z nich opatrzony jest opisem. 


Cienie są zamknięte w małych, bardzo ładnych słoiczkach, o połowę mniejszych niż te od podkładów, pudrów itp. Nie mają żadnego sitka czy innego zabezpieczenia, ale opakowanie jest dosyć szczelne. Na spodzie każdego z nich mamy nalepkę z numerem oraz nazwą cienia, a także skład.

Pojemność każdego cienia to 3g.
Cena: 25 zł.
Skład: mica, iron oxides, carmine, titanium dioxide.

Wybrałam takie oto odcienie:

Lazurite
nr 88, Lśniący cień w kolorze intensywnie granatowym; na mokro odcień staje się głębszy i bardziej satynowy, może być stosowany także jako eyeliner (opisy odcieni pochodzą ze strony sklepu).

Nie ukrywam, że jest to jeden z moich ulubieńców. Ma piękny odcień, głęboki, ciemny granat, lekko wpadający w grafit. Z początku wydawało mi się, że jest matowy :P Ale okazuje się, że zawiera delikatne, rozświetlające drobinki, dlatego zmieniam zdanie - to piękna satyna. Wbrew moim obawom, wcale nie miałam problemu z nim w trakcie aplikacji - nie sypał się na poliki barwiąc ich na niebiesko. O dziwo, mimo że to produkt sypki, nie sypie się aż tak jak Sleeki (ach Bad Girl i sine poliki). Odcień bardzo elegancki i uniwersalny. Bardzo dobrze napigmentowany.


Gold
nr 12, Cień o ciekawym, pomarańczowo – miedzianym odcieniu, w tonacji ciepłej; dobrze współgra z odcieniami brązu (np. 34,84) i szarości (np. 89, 90).

Takiego odcienia jeszcze nie miałam - złoto-pomarańczowo-miedziany. Jest bardzo intensywny, świetnie napigmentowany - równie dobrze jak na mokro/na bazie wygląda na sucho. Perłowy, pięknie lśni nie tylko w słońcu. Dobrze wygląda nałożony solo, ostatnio lubię go również nakładać na środek powieki - co daje piękny efekt rozświetlenia.


Carmelian
nr 82, Matowy cień w kolorze karmelowym, doskonały jako baza - dobrze łączy się z każdym kolorem.

Mój drugi ulubieniec, którego używam bardzo często. Kolor to taki rozbielony karmel, wpadający w beż. Cień jest bardzo dobrze napigmentowany, tzw. kryjący. Faktycznie idealny jako baza, można go też spokojnie używać do rozświetlania kącików czy łuku pod brwią. To nie jest płaski mat - jest lekko satynowy, co daje bardzo naturalny efekt. No co tu dużo mówić, jeśli mam Wam polecić najlepszy cień to będzie właśnie ten.


Coral
nr 19, Cień w kolorze ciepłego różu, z połyskiem; świetnie łączy się z fioletami (np. 21, 37, 38, 86) i szarościami (np. 89, 90, 91).

Tu będziecie zdziwione, bo pamiętam, że wstępnie podobał Wam się ten odcień - nie polubiłam się z nim. Myślałam, że przekonam się do jasnych róży, ale niestety nadal wyglądam w nich źle, a co gorsza mój kompakt w ogóle go nie widzi O.o. Odcień według mnie jest neutralny, cień nie jest tak dobrze kryjący jak Carmelian, żeby był bardzo widoczny trzeba go nakładać na mokro, albo więcej na bazę, zawiera dużo połyskujących drobinek - to typowa perła. Miłośniczkom jasnych róży mogę jednak polecić, na oku wygląda bardzo ładnie i naturalnie, fajnie się mieni - nie kiczowato! Ale jak mówię, ja go używam rzadko.

Amethyst
nr 40, Półmatowy, kryjący cień w kolorze lawendowym, tonacja chłodna; dobrze łączy się z odcieniami fioletu (np. 37, 38) i szarości (np. 85, 89, 90).

Ten cień zapewne również kojarzycie z moich makijaży, nie ukrywam, że ta piękna lawenda skradła moje serducho i stała się kolejnym ulubieńcem ;) Cień lekko satynowy, dobrze napigmentowany. Odcień jest boski, nie spotkałam się jeszcze z takim. Jeśli macie PPQ Sleeka, kojarzycie ten jasny fiolet - to jak bym tak porównała, ten jest zimniejszy, mniej cukierkowy i nie świeci się tak bardzo. Najbardziej wiosenny odcień jaki posiadam!

Malachite
nr 87, Lśniący cień w kolorze szmaragdowej zieleni; dobrze łączy się z odcieniami jasnego różu (np. 11, 19, 36) i beżu (np. 15, 32, 82).

Ostatni cień to piękna, ciemna niemal choinkowa zieleń z błyszczącymi drobinkami (o ciepłym odcieniu, złotawymi). Cień jest średnio napigmentowany, nie aż tak bardzo jak Carmelian, za to odrobinę mocniej niż Coral. Świetnie wygląda na oku solo - np. w makijażu typu smoky eye. Bardzo lubię takie odcienie ;)


Moja opinia:
Aplikacja i efekt:
Używałam ich na przeróżne sposoby i jednak najwygodniej mi się używa nakładając je na bazę. Na sucho są jak dla mnie za mało widoczne (choć fanki delikatnych makijaży powinny być z tego powodu zadowolone), zaś na mokro jest dla mnie za dużo babrania ;) Z kilku cieni robiłam kreski używając Duraline i tu też się naprawdę dobrze sprawdzają (jednak pamiętajcie, jak kreski to z Duraline albo na mokro, bo na sucho na opadających powiekach będą się odbijać).
Cienie są mniej lub bardziej połyskliwe, ale uwaga, połysk nie jest bynajmniej kiczowaty! Cienie wyglądają bardzo naturalnie, te drobinki pięknie rozświetlają spojrzenie. Choć jestem fanką matów, to te satynki i perły bardzo mi się spodobały. Znów przyrównam połysk do Sleeków - Sleeki mają ciężką, bardzo błyszczącą perłę, tu połysk jest delikatny, subtelny.
Dobrze się cieniują i świetnie ze sobą łączą, dużo lepiej niż moje ukochane Sleeki.

Trwałość: 
Porównywalna ze Sleekowymi, choć pod koniec dnia mogą lekko blaknąć. Nieźle się utrzymują również na sucho! Nie rolują się, nie zbierają w załamaniach, coś pięknego, dawno takich cieni nie używałam. Na bazie trzymają się bardzo dobrze, wiadomo też im lepsza baza tym lepszy efekt, ale na mojej Hean Stay On spisują się naprawdę nieźle.

Wydajność: 
Używam ich i używam i... nie widzę żadnego ubytku. Coś czuję, że jeszcze długo będę je miała, tym bardziej, że jak wiadomo minerały to produkt wieczny.

Jak na minerały te cienie są tanie i opłacalne. Za 3 gramy produktu (to jest naprawdę dużo) płacimy 25 złotych, a na przykład za cienie EDM za 2 gramy - 30 zł.

Czy polecam?
Tak, jeśli szukacie cieni, które dają piękny, naturalny, rozświetlający efekt, jeśli stawiacie na trwałość, jeśli potrzebujecie cieni na długie lata, jeśli uwielbiacie minerały (^^),jeśli podobają Wam się takie naturalne, delikatne odcienie.

Nie, jeśli nie radzicie sobie z sypkimi cieniami, nie lubicie zupełnie rozświetlenia na powiekach.

*Cienie do testów otrzymałam dzięki współpracy ze sklepem Futurosa.net, fakt ten nie wpływa w żaden sposób na moją ocenę.

Jedyne czego żałuję, to że nie wybrałam jakiegoś pięknego brązu, których jest naprawdę dużo w ofercie, zamiast tego nieszczęsnego dla mnie Coralu. ;> Do zrecenzowania został mi jeszcze pędzel do podkładu typu Flat Top, wiem, że na nią czekacie, pojawi się więc już niedługo ;)



Jakbyście były nimi zainteresowane, albo innymi produktami marki La Rosa, mogę Wam przesłać kod zniżkowy na zakupy w sklepie Futurosa.net na -25%. Piszcie do mnie w razie czego na maila ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...